Think Big

WRZESIEŃ 2018

Popierwsze – dobre życie, docenianie tego, co się ma. Uświadomienie sobie, że dobre jest wystarczająco dobre i nie ma co zbytnio komplikować sobie życia w pogoni za byciem perfekcyjnym. Jak zaufać sobie, jak odnaleźć w sobie potencjał, służący innym, jak współtworzyć turkusowe organizacje? o tym w rozmowie z Krzysztofem Kasperukiem, założycielem środowiska Panheri, ekspertem komunikacji, sprzedaży i holistycznego rozwoju.

Jak szukać i, co ważniejsze, znaleźć własną drogę do integracji siebie?

Każdy z nas przechodzi przez kolejne etapy integracji. Pierwszym z tych jest poziom, w którym ludzie żyją chwilą obecną. Nie zastanawiają się głębiej nad sensem życia. Jest im z tym dobrze, bo jest dosyć prosto i przewidywalnie. Świat jest łatwo zrozumieć. Jest zero-jedynkowo, dobro – zło, Bóg tak chciał. Drobne i proste rzeczy wypełniają życie. w pewnym momencie jednak zaczynają pojawiać się pytania i wątpliwości.

Jakiej natury?

– Kim jestem? Po co się urodziłem? Jaki jest sens mojego istnienia? Co lubię i umiem robić? i zamiast pozostać w pierwszej fazie, idziemy za tym głosem, sprawdzamy, poszukujemy odpowiedzi na szereg mnożących się pytań. Szukamy też ludzi, którzy (wydaje nam się) znają odpowiedzi na nasze pytania, zaczynamy dość niewinnie oglądać filmiki na YouTube, czytać coraz więcej artykułów i książek psychologicznych. Można powiedzieć, że wówczas jesteśmy już w drugim etapie integracji siebie. Tutaj zaczynają się schody. Pojawia się natłok informacji i jeszcze więcej niewiadomych...

Czy w tym momencie jesteśmy gotowi na tę zmianę, na samorozwój?

Wydaje nam się, że tak… że rozumiemy już na czym polega życie, jak wygląda świat, jaka jest w nim moja rola. Jednak prawda jest taka, że często po fazie zachłyśnięcia się pierwszą świadomą wiedzą o sobie, w kolejnych etapach przechodzimy do fazy „cofki”, tj. testu, na ile rzeczywiście zintegrowaliśmy się ze sobą. w tej fazie możemy czuć się kompletnie bezradni.

Czy istniej możliwość odwrotu?

Jak już rozpoczęło się proces, to raczej trudno jest przestać myśleć. Na tym etapie nie wiemy jeszcze jak tę wiedzę, połączoną jednocześnie z niewiedzą o sobie, zintegrować i świadomie wykorzystać w życiu. Dokopujemy się więc do kolejnych pięter świadomości, kręcimy „kolejne kółka”, wracając często do dzieciństwa, relacji, które w naszym życiu tworzyliśmy. Wracamy do tego, co udało nam się zintegrować, a co może jednak gdzieś kulało i ma teraz wpływ na naszą osobowość i podejście do życia. Łapiemy demony z przeszłości i zaczynamy mierzyć się z naszymi słabościami. Dostrzegamy, że to, czego w sobie nie znamy, nie lubimy i nie akceptujemy zaczyna nas coraz bardziej uwierać. Zauważamy, że mamy w sobie wiele cech, których nie chcemy, które do tej pory jakoś udawało nam się przed sobą skutecznie maskować.

Walczymy z tym?

Powiedziałbym raczej, że zaczynamy się z tym oswajać, przemierzać krok po kroku, próbując zrozumieć. Zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy i dobrzy, ale też czasami źli. Jesteśmy pełnią. Dochodzimy do wniosku, iż może to i dobrze. Wszystko, co było w naszym życiu, wydarzyło się, by coś innego mogło się stać.

Jak to?

Cienie i słabości, które w sobie nosimy, po zintegrowaniu, stają się naszymi przewagami. Są po to, abyśmy się czegoś nowego o sobie dowiedzieli, nauczyli się na własnym doświadczeniu i jednocześnie wzbogacili o tę życiową mądrość. Na tym etapie prawdziwie i świadomie zaczynamy odkrywać swoją wielką moc, która płynie z wnętrza.

Sami dochodzimy do tej mądrości?

Czasami tak, ale często szukamy ludzi, którzy myślą i czują podobnie, którzy przeszli już ten proces i mogą nam pomóc stawiać kolejne kroki w niełatwej pracy nad sobą. Każdy z nas ma jednak indywidualną drogę, którą musi przejść po swojemu. Warto przy tym czerpać z mądrości i doświadczenia innych świadomych jednostek.

Co jest dalej?

Trzeci etap. Dla bardzo zaawansowanych. Polega on na odkrywaniu, że jest coś takiego jak duchowość, koherencja serca, energia,… że nic nie dzieje się przypadkowo. Krok po kroku przyglądamy się temu, np. z poziomu fizyki kwantowej, która mówi, że wszystko jest połączone albo medycyna chińska – że są ośrodki energetyczne, które na nas oddziałują.

Chcesz powiedzieć, że można zarządzać firmą z poziomu serca i czucia?

Tak, dokładnie. Jak zaczynamy coś robić z poziomu czucia, nie kombinujemy zbytnio głową, to wszystko zaczyna nam wychodzić. Inni to widzą, podejmują podobne działania, tworząc nadzwyczajne rzeczy, w poczuciu głębokiego sensu swojej pracy i w pełnym zaufaniu sobie oraz innym ludziom. Każdy z nas potrzebuje środowiska, w którym może być sobą, tj. może normalnie mówić o swoich wątpliwościach, słabościach, pomysłach i nie bać się, że ktoś go oceni czy skrytykuje.

Czy to znaczy, że jest szansa na zarządzanie w taki właśnie sposób?

Tak, na rynku mamy coraz więcej świadomych organizacji. Każdy człowiek jest przede wszystkim żywą istotą, ze swoimi doświadczeniami, talentami, słabościami i problemami. Zauważyłem, że gdy zaczynamy spotkanie z prezesami firm od rozmów o życiu, poruszane w dalszym etapie tematy biznesowe same zaczynają się rozwiązywać i układać w logiczną całość. Trzeba dać sobie jednak do tego przestrzeń, zrzucić sztywny gorset konwenansów i przyznać, że czegoś się nie wie, że nie jestem tak perfekcyjnym, jak świat by tego oczekiwał.

Czy to nie jest jakaś utopijna wizja biznesu?

Kierunek rozwoju firm idzie właśnie w tę stronę… w stronę pełnej integracji, czyli tego, żebyśmy mogli pracować inaczej.

Inaczej czyli jak?

ostatecznie przekłada się na dobrą realizację biznesu. Mamy tutaj do czynienia z odwróconą kolejnością w stosunku do klasycznych modeli zarządzania. Podobno najbardziej ekscytujące przemiany XXI wieku wydarzają się nie tyle z powodu rozwoju technologii, lecz z powodu poszerzającej się koncepcji – co to właściwie znaczy być człowiekiem. Rzeczywiście obserwujemy taką tendencję, że ludzie chcą mówić, czytać i słuchać o człowieku, człowieczeństwie, samorozwoju, odnajdywaniu poczucia sensu i spełnienia. Trudno temu przeczyć. To już się dzieje.

Z jednej strony jest nurt – technologia, z drugiej natomiast – człowiek. Turkusowe organizacje, z mojej perspektywy, są właśnie swoistą próbą połączenia tych dwóch elementów, czyli procesowych twardych rzeczy – z człowiekiem, jego pełnią i potrzebami. Sukces należy do tych firm, które odkryją tę świadomość, i które będą potrafiły połączyć oba elementy.

Jakie są więc etapy dochodzenia firm do takiego zintegrowanego modelu zarządzania?

Krok po kroku. Moje doświadczenie z twardym, korporacyjnym biznesem jest takie, że nieczęsto jest w nim miejsce na to, aby każdy robił to, co lubi i czuje. Biznes kieruje się strachem, żeby wypełnić budżet, zarobić i nie wypaść z rynku. Trudno tutaj mówić o spełnieniu i szczęściu pracowników. Tak jest w klasycznych organizacjach. w nowym, zintegrowanym stylu zarządzania wychodzi się jednak od tego, co się czuje, co lubi się robić, jak chce się pracować, w czym naprawdę jest się dobrym i jak można to wykorzystać dla rozwoju firmy. Szczerość w mówieniu o swoich potrzebach, talentach, ale i słabościach jest tutaj podstawą, bo pozwala uniknąć nieporozumień, szukania winnych czy przydzielania pracownikom zadań, w których kompletnie się nie odnajdują. w dużych organizacjach czasami jest to trudne, dlatego ludzie organizują się w mniejszych zespołach, w których uczą się ze sobą otwarcie i w zaufaniu komunikować. Inni widząc to, idą za ich przykładem, bo zauważają, że to się po prostu opłaca. i to jest właśnie pierwszy paradygmat – innymi słowy pełnia, tj. dostrzegamy, że wspólnie mamy to wszystko czego potrzebujemy, czego potrzebuje nasz biznes.

A kolejny?

Drugi paradygmat to ewolucyjny cel, który uczy jak podchodzić do zmian i usprawnień wewnątrzorganizacyjnych. Idziemy z duchem czasu, rozwojem i zmiennością rynku, jednak ufamy, że bez względu na wszystko odnajdziemy się w nowej rzeczywistości i będziemy działać w zgodzie z wartościami firmy oraz w spójności z potrzebami i potencjałem jednostki. w taki sposób praca zaczyna sama płynąć, powstają nowe idee, inspirujące rozwiązania biznesowe, coś czego nie dałoby się wymyślić w standardowym modelu sztywnego zarządzania przez cele. Efekt? Dynamiczny i ponadprzeciętny rozwój, a przy tym fantastyczna atmosfera w firmie, w której każdy chciałby pracować

Trzeci?

Samoorganizacja, która działa dokładnie tak samo jak organizm i jego komórki. Komórkom nie trzeba mówić jak mają funkcjonować, każda dobrze wie, do czego jest stworzona, co jest dobre dla nich i dla całego organizmu. z organizacjami, w których jest wspólny kierunek i cel, zgodny z wewnętrznymi wartościami, jest dokładnie tak samo. Tutaj każdy daje od siebie to co ma najlepszego, na czym się najlepiej zna. Ważnym elementem jest jednak informacja zwrotna między poszczególnymi jednostkami, żeby nie zbaczać z obranego kierunku. Wszystko naturalnie zaczyna się ze sobą łączyć i uzupełniać, jak zdrowy organizm. Wszyscy są szczęśliwi w swoim życiu i w swojej pracy. Do tego właśnie zmierza rynek, tj. do integracji siebie i biznesu.

Jakiś przykład takiego organizmu?

Przykładem takiego właśnie spójnego środowiska jest Panheri, organizacja, której celem jest łączenie ludzi i idei. Stopniowe wycofywanie się lidera ze swojej roli (wiem, bo na własnej skórze tego właśnie doświadczam) i dawanie ludziom przestrzeni do działania. Efekt? Zaczynają się dokonywać fantastyczne zmiany, ludzie tworzą ponadprzeciętne rzeczy. Świadome jednostki zaczynają przyciągać inne świadome jednostki. Tworzy się ekosystem, tj. środowisko, którego celem jest łączenie organizacji i ludzi, którzy będąc są na różnych etapach samorozwoju, mogą liczyć i otrzymywać wzajemną pomoc i wsparcie.

Dziękuję za rozmowę 😊

Czytaj więcej

Image Description

Panheri

Jesteśmy po to, by towarzyszyć Ci w procesie samoorganizacji, osiągania pełni i ewolucyjnego rozwoju.

Skontaktuj się z nami

ul. Polna 7
62-006 Kobylnica

+ 48 692 149 655